Sylwia Kulej - wiersze


GENEZIS

Nie pisze się wierszy 
gdy boli cię żołądek
lecz gdy pęka serce 

z lęku przed życiem
chowam się w sobie
możesz dotknąć
tylko pustą skorupę

moje dłonie ziębią
gdy chcesz iść przez świat
mając je w swoich

nie pisze się wierszy
gdy otacza cię wszechświat
lecz gdy wszystko stoi

nie możesz się nawet
załamać
nic nie może cię
złamać
musisz zawsze przeć
pod górę bez sensu


ŻYCIE Z CASTORAMY

Mam meble z Castoramy 
ty dobra pracę, której się 
boisz 

moje spracowane ręce 
nie rozumieją, że są 
gorsze 
gdy myję nimi kafelki 
nie rozumieją, że 
odnawianie ksiąg 
brzydszymi dłońmi jest 
lepsze 

nie słucham mamy, gdy 
chce kupić samochód 
nie płaczę, że ludzie nie 
są mili 
czytam twoje słowa 
i ich nie rozumiem 
kiedyś patrzyłyśmy w 
tym samym kierunku 
Teraz mam meble z 
Castoramy


JULIA 

W twojej brzydkiej twarzy byłam najpiękniejsza
łagodziłeś moje rysy nieśmiałym spojrzeniem
chodziliśmy pierwszy raz za rękę nie bojąc się nikogo

co mogło nas czekać Los nie występuje przeciwko miłości
w książkach obiecywali że wszystko się dobrze potoczy
już zawsze będziesz mnie nosił na rękach

byłam zbuntowana tak jak tylko młodzi potrafią być
sądziłam że jestem jedyna i niepowtarzalna
musiałam mieć przed sobą przyszłość

w smutku nie było wyrachowania
nie obliczałam swoich zachowań na reakcje
narzucałam się chodziłam krok w krok tęskniłam

bałam się że wszędzie zobaczą że jestem obca
poznają to po niewłaściwym geście
po tym że odezwę się w złym czasie

nauczyłam się uśmiechać każdego dnia
nogi nosiły moje za ciężkie ciało z coraz większą lekkością
jesteś ładna, jesteś mądra, niczego nie szukasz

największe dystanse pokonywałam siedząc na kanapie
zmęczona z kawą w dłoniach książką na stoliku


MŁODOŚĆ

Urojony przyjaciel to więcej niż powinnam chcieć
Nic sobie nie obiecywaliśmy
przynajmniej o niczym nie pamiętam
i chciałabym zawsze 
tak o tobie myśleć
uśmiechnięty chłopiec
z wiatrem we włosach
i chciałabym znowu na pięć minut
być tamtą dziewczyną
szaloną do głębi smutną do głębi szczęśliwą
nie najładniejszą
zamieniłabym trzydzieści lat wyuczenia
na chwilę nastolęctwa
zostają mi cztery koty i wredni sąsiedzi
i praca której nie lubię i ludzie
i te wyzwania które sobie rzucam jak
kłody pod nogi


DZIADKOWIE

Babcia uczyła mnie 
szanować rzeczy 
mówiła to porządne,
będzie na niedzielę
rozumiała etos pracy
na wsi trzeba pomagać
teraz gdy mnie pytają 
czemu ważny pierścionek 
noszę tylko jak wychodzę 
i nie ubieram się przy ludziach 
w miłość do chłopca 
jak w płaszcz 
myślę o jej zmęczonych dłoniach 
i łzach dziadka na jej pogrzebie



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz