Magda Rosińska


Magda o sobie:
Magda. Wałbrzych. Koty. Kawa – czarna, gorzka, mocna. Zielona herbata – cierpka, rano. Powoli. Detale. Każda pora roku. Noc. Bezczas. Bezsens. Bezmiar. Smak/wyraz twarzy – ostry kwaśny. Słodkie – majtki. Wakacje – morze. Ziemia po deszczu. Zapach skoszonej trawy. Skóry. Włosy naturalne. Natura. Duchowość. Obserwacja. Człowiek. Bliskość, głębia. Wątpliwości. Niepewność. Światło i Mrok. Dualizm. Kij ma dwa końce. Mogę tak bez końca. Wzruszenie pod paznokciami. Paznokcie pod kołdrą. Wdzięczność.

Facebook: Mówię między wierszami 


***


Twórczość Magdy Rosińskiej to zabawa słowem, znaczeniem i brzmieniem. 
Cechą charakterystyczną jej wierszy są liczne przerzutnie oraz język lawirujący między typową kwiecistą poetyckością a potocznością, niemal wulgarnością. 

W tekstach poetki brak nadziei nieśmiało rozdziera wąska smuga światła, która pozwala podmiotowi, mimo wszystko, cieszyć się z małych rzeczy i wierzyć, że najlepsze dopiero nadejdzie. 

– Redakcja  Niezależnej Krytyki


smaki

spijasz słone
z twarzy
dając cukier 
w ślinie

osładzasz dni
a nocami pieprzysz
czasem od rzeczy
wolę zmysły
nurzać w smole
niż żyć beznamiętnie


wolne wybory

będę przy tobie 
smażyć kotlety
jak gdyby
nigdy nic

nauczę się palić
mosty na drodze
do punktu wyjścia
gdzie wszystko
było jeszcze 
do poprawki
jak matura

będę testować
dojrzałość owoców
martwej natury
którą w sobie zabiłam
wybierając mniejsze zło
z większego gówna

a to chyba dorosłość


z(a)bieg

pozwól że zagubię siebie
w labiryncie twojego umysłu
pomysłu nie mam na wyjście
ewakuacyjnie mówisz dobrze
nie wiedząc że zrobię źle
wymazując niewygodne

abyś jeszcze mocniej powiązał
swoje życie z moim
linią wysokiego napięcia
nie będzie brakowało 
już nigdy między nami 


nie sypiam zimą

myśli pędzą jak asfalt pod kołami
mam pociąg do samoniszczenia
robię sobie źle
bo nie umiem dobrze
pościelić

potem kanciaste sny
wbijają do głowy
obrazy rozpaczy i nędzne
życie przędę z rozczarowań

lepiej naciągnąć kołdrę
po dziurki w nosie
mam czas
z którego ulepię
bałwana 
na zimę
na pocieszenie
dopóki nie wsiąknie w ziemię
jak każdy którego się dotknę


mon amour

brzdęk
kieliszki do ust
czerwonych
win nie liczymy
nikomu

cisza bardzo nocna

język się plącze
między udami

1 komentarz: