piątek, 24 maja 2019

Pokłosie pewnego filmu, czyli wieszanie psów na Pasikowskim

Pokłosie pewnego filmu, czyli wieszanie psów na Pasikowskim.
*Tekst z roku 2012


Franciszek Kalina, po latach spędzonych w USA, wraca do rodzinnej wsi. Pragnie dowiedzieć się, dlaczego żona jego brata, Józefa, uciekła od niego za ocean. Emigrant z każdą chwilą coraz wyraźniej widzi, że Józek jest we wsi czarną owcą, a mieszkańcy związani są niepokojącym paktem milczenia. Okazuje się, że młodszy Kalina, kierowany niesprecyzowanymi do końca pobudkami, naruszył miejscowe tabu i mocno naraził się społeczności, wygrzebując z najdalszych zakamarków zbiorowej pamięci koszmarne i wstydliwe zarazem obrazy. Franciszek postanawia pomóc bratu w pokonaniu demonów władających postępowaniem sąsiadów, oraz – nieoczekiwanie – w moralnym rozliczeniu w kręgu rodzinnym. 
– No i za co tu wieszać psy na Pasikowskim? – Mógłby zapytać ktoś, kto jeszcze filmu nie widział i – co prawie niemożliwe – o nim nie słyszał. A gdyby tak wpleść w powyższe streszczenie fabuły takie słowa i wyrażenia jak: „Polacy mordują Żydów”, „zdrajca Stuhr”, „antypolskość”, „zakłamywanie historii”?
Pasikowski podobno zrobił film dla pieniędzy – widoczna jest przecież koniunktura na Żydów w kinie. Może nawet na zamówienie, aby zmusić Polskę do wypłaty odszkodowań za „polski holocaust”. Tak mówią, tak piszą. A fakty? Pokłosie to wspólna produkcja Polski, Holandii, Słowacji i Rosji, która doczekała się realizacji po siedmiu latach walki. Pasikowski gotowy scenariusz filmu miał już w 2005 roku (pod nazwą Kadisz), jednak żadna z instytucji nie chciała wspomóc go finansowo, a PISF określił niedoszły obraz mianem „antypolskiego”. Wreszcie PISF wyłożył 3,5 mln zł (9 mln to cały budżet filmu). Proces produkcji, mimo regularnego wyświetlania (130 kopii, ok. 200 tys. widzów po ponad dwóch tygodniach) – pomijając sporadyczną cenzurę, patrz: Ostrołęka, tam „antypolski gniot” nie zawita, zapewne z powodów (wstyd!) politycznych – nie zakończył się jeszcze, a producentom grozi bankructwo, gdyż w powietrzu wisi 1 mln przyznany przez UE dla filmowych koprodukcji. PISF 9 miesięcy zwleka z formalnościami (może czeka na to, co się z tego „urodzi”?). 10 stycznia pieniądze przepadną. I dobrze. To przecież zły film. 
Tak zły, że można się o nim wypowiadać bez konieczności oglądania, co czyni spora część internautów oraz, między innymi, pewien prezes. Polska duma zbiorowa została urażona. Prawdziwi Polacy, zapewne słusznie, krytykują Pokłosie za to, że brak w nim polskiej martyrologii, polskich prawych bohaterów, że obraz ten wystawia nieprawdziwie złe świadectwo o Polakach, że brak w filmie całej (sic!) prawdy oraz jej „symetryczności”, czego domaga się (przypomnijmy – wypowiadając się na temat filmu fabularnego/dzieła sztuki/czegoś, co z definicji jest „fikcjonalne”) na przykład Piotr Zaręba („Uważam Rze”).
Zły Pasikowski, przystępując do zdjęć, zaznaczał, iż nie będzie to historia mordu w Jedwabnem, że nie będzie to film historyczny, ale obraz współczesny (akcja toczy się około roku 2000), mówiący o reakcji ludzi na prawdę, czyli zbrodnie rodaków na rodakach, sąsiadów na sąsiadach i o sposobach radzenia sobie z tą prawdą (kłamał, to jasne!). Wyobraźmy sobie teraz sytuację, kiedy szykanowana za fałsz fikcja filmowa (!), oparta jedynie na kanwie wydarzeń realnych – staje się aktualną prawdą. Zresztą nie musimy sobie tego wyobrażać - nieuzasadniona nienawiść i może nawet uzasadniony wstydem strach „wyszły” z filmu. Otóż Maciej Stuhr nie jest katolikiem. Jest Żydem. I zdrajcą. To oczywiste tak jak to, że Anthony Hopkins na co dzień raczy się ludzkimi organami. 
A teraz trochę na serio: Pokłosie to całkiem niezła mieszanka thrillera, dramatu, horroru a nawet westernu. Rolę życia zagrał Stuhr – filmowy Józek (wieczne miejsce w historii polskiej kinematografii nie tylko z powodów czysto aktorskich oczywiście), choć przyćmił go znakomity Ireneusz Czop (Franciszek). W pamięć zapadają również postaci zielarki (Danuta Szaflarska) czy Malinowskiego (Robert Rogalski). Reżyser przyznaje się otwarcie do inspiracji książką Groosa Sąsiedzi: Historia zagłady żydowskiego miasteczka, ale widoczne są również zapożyczenia z dokumentu Pawła Łozińskiego Miejsce urodzenia (1992). Edelman jak zwykle stanął na wysokości zadania, fundując widzom wspaniałe zdjęcia. Muzyka Duszyńskiego świetnie współgra z klaustrofobiczną, duszną i napiętą atmosferą wsi na końcu świata. Dialogi potrafią przestraszyć, ale i rozśmieszyć. Nie jest to film idealny, wolny od niedociągnięć (historia prawdziwego domu rodzinnego Kalinów, o którym bracia nie wiedzą), ale mimo to powinna to być pozycja obowiązkowa nie tylko dla filmoznawców i kinofili, ale dla każdego, kto interesuje się historią, polityką, kulturą, socjologią – bo wszystkich tych dziedzin, i wielu innych zresztą, film – chcąc nie chcąc – dotyka. 
Skąd złość jako reakcja na dzieło Pasikowskiego? Może jesteśmy społeczeństwem jeszcze niedojrzałym? Może nie widzimy różnicy między filmem dokumentalnym a fabularnym? Może zapominamy, że film to metafora sama w sobie? Może traktujemy tego typu obrazy zbyt serio?
„Najodważniejszy polski film” – głosi dystrybutor na plakacie Pokłosia. Odważny? Jakie są zatem filmy Passoliniego? Jaki jest Antychryst? Zapomniałem na moment o tym, że polski film o Polakach musi traktować o tych największych (Wałęsa), najlepiej zmarłych (Jan Paweł II, Szopen, nadchodzi film o Kaczyńskim) i nie może mówić o nich źle. Widz ma nurzać się w dumie bycia Polakiem, który – mimo doznanych krzywd, nie poddaje się, wygrywa, staje się legendą. Nie lubimy konfrontacji z narodowymi wyrzutami sumienia. Nie lubimy być oprawcami – bo kto lubi? W oczach świata musimy manifestować swą dziejową udrękę, kontynuować mesjanistyczny paradygmat. Pasikowski wiedział, w co się pakuje. Zrobił film o ludziach dla ludzi, a nie o micie dla… „podbicia”, uwiecznienia jego chwały. Miałby (względny) spokój, gdyby nakręcił kolejne Psy… 
Przed ekranem zasiadło wiele starszych ludzi, ale i młodzież, która seans chciała potraktować jak romantyczną randkę, czy miłośnicy popcornu, coli i bitwy na papierki. Po seansie opakowania z popcornem były pełne, a twarze tak starszych jak i młodych spokojne i zamyślone. Bez oburzenia, nawet po nieco kiczowatym, ale uzasadnionym zakończeniu. To najlepiej świadczy o obrazie Pasikowskiego. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz