piątek, 4 stycznia 2019

"Maniak". Kunsztownie brudny.


Kunsztownie brudny. Odpychająco hipnotyzujący. Bezsensowny i inteligentny zarazem. Taki jest film Williama Lustiga, który, oprócz Maniaka właśnie, wyreżyserował między innymi Maniakalnego gliniarza (1988), Maniakalnego glinę 2 (1990) i Maniakalnego glinę 3 (1993).

Niskobudżetowy slasher niestety nie przetrwał próby czasu i jest to produkcja przede wszystkim dla miłośników starych filmów grozy. 

Głównym bohaterem jest Frank Zito, potężny i niezgrabny mężczyzna z – jak przystało na lata osiemdziesiąte – czarym wąsem i fryzurą nieco w stylu czeskiego piłkarza. Postać grana przez Joego Spinella (epizody w filmach nawet takich jak Rocky i Rocky 2, Taksówkarz czy Ojciec chrzestny) to charakter intrygujący – na pierwszy rzut oka płaski, a jednak skomplikowany i wielowymiarowy. Wielkimi dłońmi potrafi zrobić krzywdę w sposób typowo slasherowy, umie grać, kłamać i zwodzić, poluje na ofiary niczym wytrawny drapieżnik. Jego druga zaś twarz to zakompleksiony, skrzywdzony w dzieciństwie przez matkę, niezgrabny i niezdolny do nawiązywania relacji płaczek prowadzący monologi z samym sobą i żyjący w otoczeniu kobiecych manekinów przyozdobionych prawdziwymi ludzkimi włosami, a dokładniej – skalpami ofiar. 

Jaki bohater, taki cały film, czyli trochę niezdecydowany, przez co jednak niezmiernie bogaty. Mroczne, urbanistyczne krajobrazy i sceny przemocy przeplatają się z sytuacjami niemal komediowymi, okraszonymi popowymi utworami typowymi dla lat osiemdziesiątych. Oszczędne w obrazie, skonstruowane za pomocą błyskawicznych cięć montażowych sceny "polowań" przeciwstawione są dłużyznom, w których to Frank bawi się z ofiarami w kotka i myszkę. 

Maniak to film niskobudżetowy, co nie umknie uwadze nawet mało obeznanego widza. Czyni to tę produkcję momentami groteskową i kiczowatą. Tajemnicą poliszynela jest, iż, ze względu na cięcie kosztów, do udziału w produkcji zaproszone zostały aktorki porno. Brak pozwolenia na kręcenie scen na ulicach Nowego Jorku skutkował tym, iż ekipa pracująca nad Maniakiem stosowała coś w rodzaju filmowego blitzkriegu, co polegało na szybkim rejestrowaniu materiału i... ucieczce. W jedną z ról wcielił się sam reżyser – zagrał on Ala, kierownika hotelu. 

Dość realistyczne efekty specjalne (może poza bardzo jasnoczerwoną krwią), mimo niewielkich środków finansowych, to zasługa samego Toma Saviniego, który zresztą gra epizodyczną rólkę, będącą materiałem do ukazania najbardziej spektakularnej, zapewne najtrudniejszej do zrealizowania, sceny śmierci w filmie. Jak na niszową produkcję z tamtych lat – majstersztyk!

DNA Maniaka to połączenie filmu noir z thrillerem psychologicznym i typowym slasherem.  To, w jaki sposób główny bohater prowadzi rozmowy z samym sobą i manekinami ociekającymi krwią ze skalpów, przypomina zachowanie Normana Batesa. Obu zresztą łączą z matkami dziwaczne, delikatnie rzecz ujmując, relacje, utrzymujące się jeszcze długo po ich śmierci. Pierwsza scena, na plaży, inspirowana była Szczękami Spielberga. W filmie Lustiga odnajdziemy również ślady między innymi także... Suspirii (pokój Franka). 

Maniak jest filmem oczywiście dla bardzo wąskiego grona odbiorców. Dla fanów slasherów, ale tych maksymalnie udziwnionych i tandetnych. W dodatku dla takich, którzy przymykają oko na scenariuszowe nielogiczności i dziury (zachowanie policjantów na końcu filmu czy moment, w którym Frank zmienia strategię swych polowań na skalpy, czyli poznanie fotografki). Jeśli jesteś takim widzem, docenisz bogactwo dysonansów, rój kontrapunktów i antonimiczno-schizofreniczną strukturę tworu pana Lustiga. 













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz