poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Niezależna Nie poleca #2: Marchwią w serce, czyli "Peter Rottentail", "Night of the Lepus" i "Bunnicula the Vampire Rabbit"

Powoli staje się tradycją, że w okolicach Świąt Wielkiej Nocy oglądam naprawdę marne filmy z jednym ze świątecznych symboli – królikiem bądź zającem. Tym razem wybrałem produkcje zupełnie amatorskie, pozbawione wyrazu, tak złe, że nawet już nie śmieszne. Nie polecam, wręcz ostrzegam przed zmarnowaniem czasu. 

Peter Rottentail (2004)

Na pierwszy ogień idzie Peter Rottentail, produkcja (ponoć) legendarnych braci Polonia z 2004 roku, która wygląda jak nakręcona na początku lat dziewięćdziesiątych. Podobnie prezentowały się filmy nadsyłane do Śmiechu warte

Fabuła kręci się wokół nieudolnych poczynań naprawdę ciulowego magika. Pewnego razu spotyka on długowłosego menela, od którego dostaje fiolkę z magicznym specyfikiem. Na jednym z kolejnych arcyciekawych spektakli nasz super magik chwyta się przedostatniej deski ratunku i zażywa substancję, jak się okazuje nie działającą. Kolejne niepowodzenie zmusza go do chwycenia się ostatniej już deski ratunku, jaką jest strzelenie sobie w łeb. Po jakimś czasie fajtłapowaty magik staje się miejską legendą. W rocznicę samobójstwa powraca do świata żywych pod postacią wielkiego, pokracznego królika, aby zemścić się na tych, którzy szydzili z niego podczas dawnych występów. Długouchy morderca przez większość filmu rzuca czerstwymi żartami, kica z irytującym, imitującym sprężynę dźwiękiem do dźwięków równie irytującej muzyki, dźga swe ofiary marchwią i przepoławia łby tasakiem kuchennym. Ofiary, umierając, plują keczupem. 

Peter Rottentail to nawet nie gore ani nawet chyba horror, choć tak określany jest przez większość serwisów filmowych. Podobną amatorszczyzną parał się u nas Bartosz Walaszek, z tym że amatorszczyzna w jego wydaniu przynajmniej niektórym (na pewno mnie!) wydawała się śmieszna i uzyskała status kultowej. Produkcja braci Polonia to potwornie nudne nie wiadomo co. Niektóre filmy są tak złe, że aż dobre. W tym przypadku mamy do czynienia z obrazem po prostu złym. Wierzcie mi, stwierdzam to ja, fan B-klasowych dziwolągów. 

 





Night of the Lepus (1972)

O ile Peter Rottentail to produkcja z założenia marna i amatorska, o tyle Night of the Lepus to film robiony zupełnie na poważnie. A wiadomo jak to jest, kiedy za absurdy zabieramy się na serio. Ani to śmieszne, ani straszne. 

Wyobraźcie sobie, że w wyniku walki z królikami, polegającej na wstrzykiwaniu im jakichś chemikaliów, aby zapobiec ich nadmiernemu rozrodowi, te niewielkie puchate stworzonka zaczynają rosnąć, aż wreszcie stanowią zagrożenie nie tylko dla ludzi, ale i dla koni czy krów. 

Pomysł absurdalny, ale przynajmniej oryginalny. 

Na widok przerośniętych, dyszących niczym byki i charczących jak głodne psy królików można się nawet uśmiechnąć. 

Z ciekawostek: 

Film zrealizowany został na podstawie powieści The Year of the Angry Rabbit

Fragment, w którym spasione, krwiożercze króliki kicają ulicą, zobaczyć można w pierwszym Matriksie, na telewizorze w mieszkaniu Wyroczni.




Bunnicula The Vampire Rabbit (1982)

Zmęczony przydługimi i niebywale nudnymi produkcjami fabularnymi z żądnymi krwi królikami w rolach głównych postanowiłem sięgnąć po coś krótszego, lżejszego i animowanego. Tak oto trafiłem na równie durną i nudną kreskówkę pod tytułem Bunnicula The Vampire Rabbit. Oglądałem wersję z roku 1982, ale dokopałem się również do serialu z 2016, który wyświetlany był w stacjach Boomerang i Cartoon Network. Obie wersje bazują na serii książek dla dzieci autorstwa Jamesa Howe'a. Opowiadają one o przygodach królika-wampira żywiącego się sokiem z warzyw oraz o jego przyjaciołach: kocie Chesterze i psie Haroldzie. 








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz