niedziela, 22 kwietnia 2018

Niegroźny król grozy. "Pudełko z guzikami Gwendy" Stephena Kinga i Richarda Chizmara



Zawsze lubiłem Stephena Kinga, ale nigdy nie byłem jego wiernym fanem. Czytało się to i owo, oglądało się trochę. To wszystko. 

Jakiś czas temu postanowiłem na lotnisku kupić książkę, żeby umilić sobie lot. Padło na Pudełko z guzikami Gwendy. Po pierwsze – bo ładna to książka, po drugie – ciekaw byłem wielce, jak wypadła współpraca Kinga z Chizmarem. 

Wypadła całkiem całkiem. 
Cierpiący na brak weny King poprosił o pomoc w dokończeniu opowieści swojego przyjaciela, Richarda Chizmara, właściciela małego wydawnictwa Cemetery Dance, w którym zresztą Pudełko z guzikami Gwendy została wydana. Chizmar wyraźnie zahamował tendencje Kinga do rozpisywania się. Dzięki temu otrzymaliśmy krótką, treściwą i prostą historię.

Akcja, nie pierwszy raz u urodzonego w Portland pisarza, miejsce ma w Castle Rock. Jest lato 1974 roku. Małoletnia Gwendy Peterson jak co rano wbiega po Schodach Samobójców na punkt widokowy Castle View. Próbuje zrzucić zbędne kilogramy. I w ogóle zmienić coś w swoim życiu. Pomaga jej w tym tajemniczy nieznajomy w kapeluszu. Ofiarowuje jej pudełko dające szczęście i władzę. W nieodpowiednich rękach prezent ten może stanowić zagrożenie dla całego świata. Czy Gwendy udźwignie ciężar odpowiedzialności? Czy czekoladowe zwierzątka i rzadkie monety ułatwią jej życie, czy może podkopią pewność siebie i zasieją wątpliwości? Czy dziewczynka wytrzyma presję, czy może w końcu wciśnie jeden z guzików? 

Pudełko z guzikami Gwendy w żadnym wypadku nie jest horrorem, jak zresztą większość dzieł Kinga. To nawet nie powieść grozy. Jest to bajka czy przypowieść zamknięta w formę opowiadania na sterydach. Treść pochłaniamy w wieczór. Mnie udało się w półtorej godziny. I to z przerwami. Wydawnictwo bardzo się postarało, żeby opowiadanie wyglądało jak pełnoprawna powieść. Gruby papier, duży font, średnie pod względem technicznym, ale dość nastrojowe ilustracje Keitha Minniona czy potężne marginesy i stopki redakcyjne nie dające nam zapomnieć, kogo książkę czytamy. No i twarda oprawa z obwolutą. Całość jest naprawdę bardzo przyjemna dla oka, niemniej możemy się poczuć nabici w butelkę, gdyż prawie 35 złotych (kupiłem książkę w lutym) to cena niewspółmierna do ilości treści. 

Mimo to polecam tę ciepłą opowieść o dorastaniu i odpowiedzialności, napisaną z typową dla Kinga "dusznością" i umiejętnie ujętą w zawężoną ilość znaków przez Chizmara. Czyta się lekko. Przyznam, że po książkę sięgam często nawet tylko po to, żeby ją ze wszystkich stron obejrzeć. 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz