piątek, 9 marca 2018

Nie musisz patrzeć. Wystarczy, że widzisz. "Joanna" Agnieszki Opolskiej


Joanna to kolejna książka Agnieszki Opolskiej, z którą miałem przyjemność obcować. Najnowszą powieść autorki czytałem już prawie dwa lata temu, poczyniłem nawet wówczas wstępne poprawki redakcyjne. Kiedy na mojej skrzynce mailowej pojawiła się wiadomość z plikiem zawierającym finalną wersję Joanny, gotową do druku i czekającą na zrecenzowanie, miałem mieszane uczucia. Czy będzie mnie stać na obiektywność? Czy ponownej lekturze towarzyszyć będą te same emocje, czy może tym razem nużyć mnie będą perypetie głównej bohaterki?

Na całe szczęście powieść Opolskiej ponownie wciągnęła mnie bez reszty. Trzeba przyznać, że Joannę czyta się z przyjemnością. Duża w tym zasługa prostego i emocjonalnego języka, w owej emocjonalności często potocznego, przez co po prostu żywego. Momenty "przegadania" w innego typu powieści zapewne raziłyby. Tu natomiast sprawiają, że czytelnik mocniej wsiąka w świat postaci bardzo żywych i różnorodnych, intensywnie myślących, intensywnie przeżywających i na wiele sposobów wyrażających swoje zdanie. 

"Różnorodność" nie dotyczy jedynie postaci wykreowanych przez autorkę. Słowo to w ogóle określa powieści Opolskiej, która i tym razem wątki fabularne osnuła wokół mnóstwa ważkich, niezmiennie aktualnych problemów. Problemów głównie kobiecych. Bo choć w Joannie mężczyźni odgrywają dość istotne role, bez wahania stwierdzam, iż jest to powieść głównie dla kobiet i o kobietach i zaakcentowane to zostało dużo wyraźniej niż w poprzednich częściach cyklu "Sztuka miłości(ą)". 

Widać, że również tym razem nie było ambicją Opolskiej stworzenie powieści typowo rozrywkowej. Co nie oznacza, że nie brak w niej wartkiej akcji, niespodziewanych jej zwrotów oraz mnóstwa humoru. 
Joanna to opowieść o, w przenośnym oczywiście znaczeniu, zniewoleniu lub samozniewoleniu kobiet i próbie wyzwolenia. Kobiety Opolskiej, nawet te pozornie zdegenerowane i frywolne, walczą nawet nie tyle o prawo do bycia sobą, co o zauważenie. Na bohaterki Joanny nie trzeba patrzeć. One nie chcą być obserwowane. Chcą być zauważane. Pragną docenienia, miłości i szczęścia. Banał? Nie u Opolskiej. 

Mistrzyni fabularnych zakrętów tka zgrabną sieć wątków i raz za razem zaskakuje czytelnika. Kiedy już wydaje się, że poziom napięcia nie może wzrosnąć, autorka serwuje nam kolejne "a jednak!". Opolska niewątpliwie ma talent opowiadania. Sprawia, że z takim samym zainteresowaniem obserwujemy komplikujące się związki bohaterek (Joanny z Robertem, Kory z Jeremym czy Anety z Johnem), śledzimy korespondencję Joanny i Writera (tu już naprawdę trzeba umieć przykuć uwagę czytelnika) czy sceny jakby żywcem wyjęte z niezłej powieści sensacyjno-kryminalnej, bo i takich nie brak w Joannie. Książka ta, podobnie zresztą jak poprzednie, wymyka się klasyfikacjom. Opisałbym ją jako powieść obyczajową z elementami sensacji i komedii pomyłek. 

W najnowszej powieści Opolskiej wielką rolę odgrywa oczywiście sztuka. Główna bohaterka to niespełniona artystka, która porzuciła pasję dla rodziny i nagle, wobec dogorywającego uczucia między nią a jej partnerem, zaczyna tego żałować. Ze sztuką w tle rozgrywa się rodzinny dramat i upadek innej, spełnionej zdawałoby się, artystki, Johanny Halls. Opolskiej dobrze wychodzi mówienie o "życiu wewnętrznym kobiet" poprzez mówienie o sztuce. Autorka nie potrafi i nie chce kryć swojej drugiej po pisaniu pasji, jaką jest malarstwo. A że jest to prawdziwa pasja, nie można mieć żadnych wątpliwości. Fragmenty, w których bohaterki zostają sam na sam z aktem tworzenia, będącym czymś w rodzaju ucieczki od problemów, pomocą w wyzwoleniu emocji, są zdecydowanie bardziej dopracowane i brzmią niemal jak prozą pisane wiersze. Z niecierpliwością wyczekiwałem kolejnych takich momentów, szczególnie kiedy czułem przesyt potoczności ze słowami "facet" i "gadać" na czele. 

I skoro już jesteśmy przy przytykach: nie sposób przejść obojętnie obok szeregu drobnych błędów, niedociągnięć i niekonsekwencji, które pewnie dla zwykłego czytelnika będą niemal niewidoczne, ale ludziom "z branży" mocno świecą po oczach. Mnóstwo niepotrzebnych lub brakujących przecinków, trochę literówek, niekonsekwencja w zapisie i odmianie skrótów czy brak łączników to tylko część uchybień. Wydawca ewidentnie pokpił sprawę. Wygląda to tak, jakby korekta została zupełnie olana. Axis Mundi – wstyd!, wstyd tym bardziej, że ma w swojej ofercie kilka naprawdę ważnych książek. Gdyby nie to, całość prezentowałaby się naprawdę nieźle. Okładka nie jest oczywiście tak ciekawa, jak ta do Róży, zaprojektowana przez samą autorkę, ale broni się prostotą i przejrzystością. Chwyt z @"małpą" zamiast litery "a" w tytule przypomina ten znany z S@motności w sieci. Wydawca Joanny nie poradził sobie również z reklamą. Na jednym z blogów (wiadomo, tak się dzisiaj robi "reklamę") znalazłem – o zgrozo! – streszczenie całej niemal książki! Takie, które wysyła się wydawnictwu wraz z propozycją do wydania. Pełna profeska. Mam nadzieję, że dla dobra książki fragmenty bezwzględnie zdradzające jej treść znikną z blogów. 

Opolska kolejną powieść powinna wydać własnym sumptem. Bezduszny rynek traktujący książkę jak zwykły produkt zupełnie nie pasuje do klimatycznych, pełnych pasji i ciepła opowieści autorki. Oraz do jej estetycznego zmysłu. Wszak Róża była czymś więcej niż książką – była małym dziełem sztuki. 

Joanna z pewnością jest powieścią niebanalną. Potrafi rozbawić, skłonić do refleksji i wycisnąć łzy. I nie ocenia. To, z czego znana jest Opolska, to brak bezwzględnej, jednoznacznej oceny bohaterów. Każdy jest taki, jakim ukształtowało go życie i każdy ma szanse na wejście na dobrą ścieżkę. Autorka nie prawi przy tym czytelnikowi morałów i charaktery oraz sytuacje pozostawia jego ocenie.  

Z czystym sumieniem polecam. Również mężczyznom, którzy chcą choć trochę zrozumieć, co tym babom siedzi w głowach. 

Tylko to zakończenie... 
Czyżby plany na kontynuację?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz