niedziela, 14 stycznia 2018

"The End of the F***ing World"

UWAGA! Niebezpiecznie wysoki poziom euforii.

Nie lubię seriali. Chyba nie mam do nich cierpliwości. Obejrzałem ich w życiu, od początku do końca, kilka. W tym te, które nie za bardzo się liczą: Miodowe lata i Świat według Kiepskich

Ostatni serial, jaki robił na mnie wrażenie, to Dr House. Poza tym lubiłem Z Archiwum X

The End of the F***ing World przyciągnął mnie tytułem, który odzwierciedlał mój nastrój danego dnia i nadawał się na nagłówek recenzji bez dodawania czegokolwiek. 

Każdy z ośmiu odcinków pierwszego (miejmy nadzieję jedynego) sezonu trwa około dwudziestu minut. Idealnie. Właściwie można by sobie darować szatkowanie i z serialu zrobić film. 

Z początku mamy do czynienia z typową czarną komedią opowiadającą o losach zbuntowanej, dziwnej nastolatki i jeszcze dziwniejszego chłopaka, psychopaty mającego obsesję na temat zabijania zwierząt, która przeradza się w chęć zabicia "czegoś większego". Los chce, że na drodze Jamesa staje właśnie Alyssa...

Splot dziwnych okoliczności sprawia, że młodzi ludzie uciekają od swoich zdekompletowanych i odchylonych od normy (co właściwie jest normą) rodzin i zbliżają do siebie. 

Serial powoli prowadzi nas przez przeżycia bohaterów od przeszłości do chwili obecnej, cierpliwie tłumaczy, dlaczego James nie jest zdolny do odczuwania i wykazuje się ponadprzeciętną obojętnością na wszystko, co go spotyka i dlaczego Alyssa tak bardzo potrzebuje osoby, przy której mogłaby być sobą. 

Akcja serialu ubrana jest w urokliwą estetykę kina drogi. 

Chłopak i dziewczyna uciekają już nie tylko od swoich demonów, od słabości i rodzin. Uciekają również przed policją, ścieżkę naznaczając (niemal zawsze przypadkowo) krwią i występkiem. Z czasem widz zdaje sobie sprawę, że to nie z bohaterami jest coś nie tak. Ich ucieczka to próba zgubienia gdzieś za sobą świata, który ich oszukuje i chęć znalezienia spokoju i akceptacji. 

Ukłony dla scenarzystów, którzy nie rozwlekają poszczególnych epizodów. Sprawnie przechodzą do konkretów, nie zapominając przy tym o "ozdobach". A trzeba przyznać, iż niektóre kadry to istne dzieła sztuki. Dzieła, w które wkomponowuje się świetnie dobrana muzyka. Naprawdę – soundtrack do The End of the F***ing World jest znakomitym i przede wszystkim głęboko przemyślanym wyborem, trafnie ilustrującym w dosłowny lub kontrapunktowy sposób to, co dzieje się na ekranie.  

Alex Lawther i Jessica Barden wcielili się w serialowych bohaterów w taki sposób, że naprawdę w nich uwierzyłem. Autentycznie, bez zadęcia, z odpowiednim wyważeniem emocjonalnym – bez przesadnej melancholii czy zbyt komediowo. Wielkie brawa dla tych młodych ludzi, którzy grając Jamesa i Alyssę, odświeżyli chyba filmowy mit Bonnie i Clyde'a, oczywiście pomijając co bardziej drastyczne przestępstwa starszej z par. 

Kolejne epizody ukazują znaczącą ewolucję postaci, nie tylko z osobna, ale przede wszystkim jako pary ufających sobie młodych ludzi. Bo po ukończeniu podróży do ojca dziewczyny, która to podróż jest jedną z osi serialu, okazuje się, że jedynie sobie mogą ufać. 

The End of the F***ing World to po prostu piękny serial o przeżywaniu życia po swojemu, o przełamywaniu słabości i walce ramię w ramię z tym "pierdolonym" światem pełnym sztuczności i niezrozumienia. 

A zakończenie... Cóż, to po prostu końcowa faza efektu motyla. 

Po takich seansach jakoś cieplej się robi na sercu. Jakaś zaduma ogarnia człowieka. Sama z siebie. Bo to jeden z tych seriali, które nie myślą za widza. Tam się po prostu dzieje, a to, co ty o tym sądzisz, to twoja prywatna sprawa. I to jeszcze jeden powód, dla których musisz zapoznać się z tą produkcją Netflixu – ona nie traktuje cię jak idioty. Pozwala przeżywać podróż bohaterów (w wielorakim sensie podróżowania), ocenę zostawiając tobie. 




















1 komentarz:

  1. Cudowna recenzja! Zostało ujęte w niej wszystko co odczułam podczas oglądania serialu. Również bardzo mi się podobał i pomimo początkowych wątpliwości, że powstanie prosty serial dla nastolatków to chwila refleksji również została wpisana w tą przygodę. Pozdrawiam i zapraszam do siebie Słońce, https://cleosevhome.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń