niedziela, 31 grudnia 2017

Policjanci z różdżkami. "Bright"

Bright to najdroższy film w historii Netflixu. I to widać. Alternatywny świat, w którym ludzie, orki i elfy żyją obok siebie, to miejsce niezwyczajnie zwykłe, znajome, a jednak tchnące obcością i niesamowitością. Zarówno brudne i mroczne, przestępcze dzielnice orków jak i do granic luksusowe strefy zamieszkiwane przez elfy, wyglądają nad wyraz realistycznie, choć przyznać trzeba, że to akurat nie stanowiło dużego problemu, skoro akcja filmu rozgrywa się we współczesnej amerykańskiej metropolii. Dużo więcej pracy trzeba było włożyć w charakteryzację aktorów i efekty specjalne oraz to, aby mityczne potwory i przedmioty pasowały do realiów dwudziestego pierwszego wieku. Udało się. Bright cieszy oko i dostarcza rozrywki. 

Nie jest to jednak produkcja wybitna. Nie można oprzeć się wrażeniu, że twórcy zepsuli doskonały pomysł, stawiając zbyt wyraźny akcent na paraboliczne ukazanie problemów ksenofobiczno-rasistowskich.
Orkowie to przestępcy, elfy są bogaci i wymuskani, ludzie to... ludzie. Okazuje się jednak, że nie należy wierzyć w stereotypy. Po każdej ze stron spotkać można "tych złych" i "tych dobrych". Banał.

Zły i dobry zarazem jest Nick Jakoby, ork, którego marzeniem było pracować w policji. Przedstawiciele jego rasy nie szanują go nie tylko za to, że został stróżem prawa, ale i za brak kłów i nie do końca czystą krew. Jakoby jest partnerem Scotta Warda (Will Smith), niezbyt zadowolonego z towarzystwa orka. Jakoby, jakby mało miał problemów, zostaje oskarżony o brak lojalności w stosunku do Warda – w ten sposób rzekomo zdradza nie tylko partnera z pracy, ale też całą kastę policjantów i w ogóle rodzaj ludzki. Ale to tylko ta "przyziemna" część problemów bohaterów. W mieście od nowa rozgrywa się odwieczna walka dobra ze złem. Ludzie, orki i elfy rozpoczynają bitwę o magiczną różdżkę, która ma niemal nieograniczoną moc, ale też nie każdy może nią władać. Ożywa legenda o "świetlistych" – wybrańcach mogących używać przedmiotu, który innych unicestwia przy pierwszym kontakcie. 

Orki, elfy, Tarcza Światła, Federalny Wydział Magii, Inferni, którzy wytłukli Iluminatów, święte drzewo. Do tego całkiem "zwyczajne" gangi, policyjne intrygi, osobiste porachunki. Dużo tego. I może się to wydawać przytłaczające. Było, jednak tylko przez moment. Fabuła Bright nie jest szczególnie skomplikowana, a mnogość dziwnych imion i terminów to tylko pozór mający na celu sztuczne powiększenie filmowego świata. 

Aktorom niewiele można zarzucić, ale też niczym szczególnym się nie wyróżniają. Will Smith w roli tak dla siebie charakterystycznej, że można powiedzieć, iż zagrał samego siebie. 

Bright to film drogi, efektowny i całkiem przyjemnie się go ogląda, ale pozostawia niedosyt. Najbardziej zadowoleni z seansu będą zapewne miłośnicy szeroko pojętej tematyki fantasy. Na reszcie obraz Davida Ayera w najlepszym przypadku nie zrobi większego wrażenia. 
Bez wątpienia, Netflix wyprodukował dużo ciekawsze, a i tańsze filmy. 
Mimo to chętnie obejrzę drugą część. Podobno chęć udziału w kontynuacji zgłosił już Will Smith, podpisując nowy kontrakt.


 Człowiek, elf i ork jednoczą siły

 Słowiański przykuc 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz