sobota, 7 stycznia 2017

"Naprawdę nie dzieje się nic". "Przejechał cyrk" Patricka Modiano





Zastanawiałem się, czy muzyka dochodzi z głośnika na końcu sali, czy z odbiornika radiowego: księżycowy dźwięk cymbałków.

Bo jest "pisanie", i jest "Pisanie".

I takie "Pisanie" lubię.

Przejechał cyrk to pierwsza książka Modiano, po którą sięgnąłem. O autorze nie wiedziałem niczego, nawet tego, że dostał literackiego Nobla. To było czytanie z pozycji tak neutralnej, jak tylko to możliwe. No, może poza podszeptywaniem Uli, które mi gdzieś z tyłu głowy zostało: „To książka dla ciebie. Spodoba ci się”.

Modiano pisze po męsku. Refleksyjnie, ale bez przegadywania i zbędnych ozdobników. Jeżeli szukacie cycków i szaleńczych pościgów, sięgnijcie lepiej po inne „pisanie”. Bo to jest „Pisanie”. To jest to, co Niezależny lubi najbardziej.

Powieść Modiano to paradoks. I taka jest (podobno) cała jego twórczość. 
Autor zachowuje się jak rasowy topograf. Opisuje paryskie lokacje niezwykle szczegółowo. Z przyjemnością odkrywałem, że „tu, byłem!”, „tu też!”, „znam tę stację!”. A w tym misternie skonstruowanym (odwzorowanym) świecie umieszcza duchy. Bo to nie ludzie. To zjawy. Może ludzkie cienie? Platon przyklaskuje. Cień odgrywa u Modiano bardzo ważną, filozoficzną rolę. Bohater powieści sugeruje nam to, mówiąc, iż w zbyt jasnym, wyraźnym świetle, wspomnienia rozmywają się, nie można ich odczytać.

Właśnie. Wspomnienia.
Okazuje się, że powieść ta cała jest wspomnieniem Luciena, osiemnastoletniego głównego bohatera.
Modiano funduje czytelnikowi wspominki na kilku płaszczyznach. Pozorne „teraz”, główne koryto powieściowej rzeki, będące tak naprawdę opowieścią dojrzałego już mężczyzny, który, przechadzając się po odwiedzanych niegdyś miejscach, przechadza się również po zakamarkach swej pamięci. Poza tym mężczyzna ten, wspominając siebie jako osiemnastolatka, napomyka co jakiś czas o swoim wczesnym dzieciństwie. Skomplikowane? Ani trochę. Modiano konstruuje powieść z takim spokojem, iż jego żonglowanie czasem jest dla czytelnika prawie niezauważalne, płynne.

Przejechał cyrk to trochę obyczaj, trochę kryminał, chyba nie dramat. Niektóre sceny wyświetlane w mojej wyobraźni podczas czytania przypominały niezły film noir.

Dlaczego „trochę” kryminał? Bo, owszem, są zagadki, ale Modiano ani przez chwilę nie daje nam złudzeń, że chce którąś z nich rozwiązać.

Nieco oniryczna atmosfera książki zahipnotyzowała mnie. Nie oczekiwałem niczego. Pozwalałem pisarzowi prowadzić się przez opowieść. Nie wypytywałem, dlaczego Lucien składał zeznania na posterunku policji, dlaczego była tam również Gisèle (czyż nie jest to piękne imię?). Nie chciałem za wszelką cenę wiedzieć, kim tak naprawdę byli Jacques de Bavière i Ansart. Byłem posłusznym świadkiem, który cieszył się, że pies Gisele wabi się Raymond.

Powieść Modiano to prawdziwy raj dla miłośników konkretyzacji. I akademicki wręcz przykład Ingardenowskiej teorii dzieła literackiego, z naciskiem na miejsca niedookreślenia. Lubisz wyobrazić sobie bohatera? Modiano daje ci na to czas i miejsce. Lubisz dywagować na temat życia bohaterów, poza tym przedstawionym przez autora (siema, panie Ortwin)? Modiano dba o twoje upodobania.

Tradycyjnie zadałem sobie pytanie, jak mógłbym najkrócej opisać tę niezbyt obszerną powieść. Z rozczarowaniem stwierdziłem, że do głowy przyszedł mi wielki banał.

Przejechał cyrk to opowieść o poszukiwaniu siebie, własnej tożsamości, sensu zdarzeń.

Prawda, że niezbyt oryginalne?

Niezbyt oryginalny jest też język powieści Modiano, a jednak za jego sprawą autor wykłada czytelnikowi treści trudne i zawiłe.

Bo tak, jak podczas czytania książki nie zastanawiałem się zbytnio nad tym, dlaczego i po co to wszystko się dzieje, tak po ostatnim zdaniu zapadłem w coś w rodzaju filozoficznej apatii.

Być może każda, dosłownie KAŻDA napotkana na naszej drodze osoba to nie przypadek. Zjawia się ona po to, żeby nam coś pokazać, żeby nas czegoś nauczyć. Czego? Jeszcze tego nie wiemy. Przy odrobinie szczęścia zrozumiemy to wiele lat później, gdyż tylko z perspektywy czasu jesteśmy w stanie trzeźwo myśleć, dostrzec ukryte wtedy przed nami mechanizmy rządzące naszym istnieniem.  Z tej pozycji przemawia do nas czasami dojrzały Lucien, ale, jak to u Modiano, nie wiemy, co dokładnie zrozumiał. Domyślamy się tylko, że zrozumiał.

Uśmiechnęła się do mnie. Musiała się zorientować, że stroję sobie z niej żarty. Walizki, futro, pies… Dziś lepiej rozumiem te nieustanne spacery tam i z powrotem po rozrzucone strzępy własnego życia.


Modiano, za sprawą pewnych spostrzeżeń stał mi się bardzo bliski.

Szczegóły topografii powodują u mnie osobliwe reakcje: zamiast przybliżać wspomnienia, wywołują dojmujące uczucie zerwanych więzi i pustki.

I ja czuję to samo co jego bohater, Lucien, kiedy odwiedzam miejsca, które, mimo iż pozornie takie same, stały się obce. Bo nie ma już w nich (albo nie ma ze mną) ludzi, z którymi miejsca te odwiedzałem.

W jednym z tekstów poświęconych powieści przeczytałem, iż recenzent nie był w stanie związać się z żadną z postaci, iż były mu one niemal obojętne. Zdziwiłem się. Jak to?! Mnie bohaterowie fascynowali. I sprawiały to właśnie te same szczątkowe o nich informacje, na jakie recenzent psioczył. 
W pewnym momencie przeżywałem ból Luciena, jakbym był nim samym. Nieme, nieokazane cierpienie. Kamienna rozpacz. Pozycja zamarzniętego mężczyzny, jak u Bukowskiego. Modiano nie wlewał go we mnie na siłę. Nie pisał: "To jest Lucien. On bardzo cierpi. Oj, jak mu źle. Żałuj go!". O emocjach we fragmencie, który mam na myśli, nie ma nic, a przynajmniej nic dosłownego. Ot, stało się, zapałka zgasła. Ale tu właśnie tkwi siła pisarstwa francuskiego autora. On nie musi pisać o emocjach, żeby czytelnik je czuł. Nie chce wyżebrywać od nas uczuć. Żadnych. I (znowu) paradoksalnie, dając nam pełną swobodę, bierze swoje, uzyskuje właściwy, zaplanowany efekt. "Pisanie". Nie zaś "pisanie". 

Wszystko mija. To również banał jakich wiele. Życie jest straszną nudą, poza momentami, kiedy „przejeżdża cyrk”. Patrzymy na barwny korowód i marzymy. Zachwycamy się lub jesteśmy w szoku, budzą się w nas pragnienia, o jakich dawno zdążyliśmy zapomnieć. Człowiek młodnieje na tych kilka chwil, kiedy widzi, że poza rutyną istnieje jeszcze coś innego: piękno i skrajna brzydota, odwaga, przeróżne dziwności, od których kręci się w głowie, tajemnice. W takich momentach wyciąga się mapę i znowu jeździ się po niej palcem. Serce zaczyna być szybciej na wspomnienia dawnych miłości. I może gotowe jest na przyjęcie nowej, ale

cyrk przejechał. Ucichło, urwało się. I znowu jest za późno.

Może zróbmy sobie z życia cyrk, zamiast tylko na niego patrzeć? On tak szybko przejeżdża.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz