wtorek, 5 kwietnia 2016

"Z archiwum X" wygrzebane z archiwum X


Chciałem uwierzyć.


Na początku czułem się zagubiony. Zwątpiłem. Później uwierzyłem. A na końcu zostałem z niczym (sami zobaczcie końcówkę ostatniego odcinka).

Pamiętam, że kiedy byłem kajtkiem, oglądałem serial przez szparę w drzwiach albo przez dziurkę od klucza, a później nie mogłem spać. Często wystarczało, że usłyszałem początkowy motyw muzyczny, żeby czuć strach czy niepokój, ale i podniecenie.
Z czasem, kiedy powtórne emisje serialu mogłem oglądać już "legalnie", Z archiwum X stało się jednym z moich ulubionych seriali. Żaden nie wywarł na mnie podobnego wrażenia, żadnego nie śledziłem z taką pasją. No, może dużo później podobne odczucia towarzyszyły mi podczas oglądania Doktora House'a, ale to serial o zupełnie innym charakterze.

[Kłamię... Jest jeszcze jeden taki serial, pana, który dodał sobie "von" przed nazwiskiem... Wie ktoś, co mam na myśli? Niebawem o nim napiszę.]

Pełnometrażowe filmy nie przekonały mnie.

Kiedy natomiast wiadomo już było, że Z archiwum X powróci jako serial, byłem rozczarowany i szczęśliwy jednocześnie. Rozczarowany, bo świadomość, co taki powrót może zrobić z legendarną serią, nie napawała mnie optymizmem. Szczęśliwy dlatego, iż po prostu miło byłoby ponownie spotkać ulubionych agentów, zmierzyć się z kolejnymi zagadkami, zobaczyć nowe potwory.

W pierwszy całkowicie wolny weekend od kiedy pamiętam, zaopatrzyłem się w potężne zapasy cydru (na wypadek wielkiego zadowolenia lub wielkiego rozczarowania) i rozpocząłem seans. 

THE X FILES RE OPENED

Okazał się jednym z  najciekawszych odcinków. 

Dobrze było ponownie zobaczyć Duchovnego i Anderson, w dodatku "poza rolami", dużo starszych (Gillian Anderson, w której okrutnie się kochałem, nadal robi na mnie wrażenie, z tym, że dziś, zamiast zabrać ją do wesołego miasteczka i kupować watę cukrową, napiłbym się z nią wina na ławce w parku), którzy opowiadają o swoim powrocie, o tym, co działo się na planie serialu, o ich emocjach i oczekiwaniach. 

POWRÓT DO MITOLOGII

UFO musi być, a jakże. Choć, szczerze mówiąc, mnie ze "starego" Z archiwum X, najbardziej podobały się odcinki o potworach lub traktujące o zjawiskach paranormalnych, ale nie związanych z pozaziemską cywilizacją. Mimo to powrót do 1947 roku i wydarzeń w Nowym Meksyku jest jak najbardziej trafiony jako początek miniserialu. Chris Carter i inni twórcy na szczęście pomyśleli o takich jak ja i wątki ściśle związane z mitologią serialu zręcznie przepletli tym, co Niezależna lubiła najbardziej.

Nowe postaci wzbudziły we mnie mieszane uczucia. Musiały się pojawiać, musiały odświeżyć atmosferę wokół Mouldera i Scully. Ale nie potrafiłem się z nimi związać. A kiedy już niemal przyzwyczaiłem się do nich, serial się skończył. Dużo lepiej poradziłem sobie ze "starymi" charakterami. Walter Skinner nie stracił nic ze swojej "skinnerowatości", a palacz jest chyba nawet bardziej niepokojący, niż był.







STYLÓWA

Stylówa zachowana. Oczywiście, że to nie to samo co kiedyś, ale nie mogło być takie. Jednak... stylówa zachowana. Powtarzam się, tak jak powtarzają się Moulder i Scully, choć ich przemiany, zmiany światopoglądów, są w nowej serii nadzwyczaj dynamiczne. 
Mamy sporą dawkę tanich filozoficznych tekstów, sporą dawkę mniej tanich filozoficznych tekstów, trochę platonicznej chemii między bohaterami (nie uważacie, że dziecko Mouldera i Scully... zrujnowało [wiem, to mocne słowo] to, co NIE DZIAŁO SIĘ między bohaterami w poprzednich sezonach? było coś romantycznego, tajemniczego i szczerego w tym NIE DZIANIU SIĘ... i mimo że teraz również nic nie dzieje się na naszych oczach, da się wyczuć dysonans). 
Serial serwuje widzowi sporą dawkę terminów i pojęć, których zwykły śmiertelnik często nie jest w stanie nawet wymówić. Zawsze uważałem to za wielką zaletę serii, połączenie rozrywki z nauką. Ciekawostki zawsze w cenie. 

Z dziwnych pojęć można by ulepić na przykład... Nietypowe dyktando:

"Moulder cierpi na depresję endogenną, której etiologia nie jest wyjaśniona. Chyżo zmierza do skrzętnie skrywanej klatki Faradaya, żeby obejrzeć statek napędzany energią próżni. Głowi się, skąd naukowcy wzięli unumpentium. W tym czasie Scully mierzy się z mikrotią, która najczęściej dotyka Indian Nawaho. Bohaterowie główkują nad Projektem Manhattan, teorią syndromu Wenus i nieprawdopodobnym przypadkiem prześlicznej Svety...".







ŚMIECHŁEM I UMRZYŁEM
  
Oglądam i nie dowierzam. Myślę sobie - "Czo ten Carter?". 

Nowe Z Archiwum X to potężna dawka humoru. Serial ma dużo dystansu do... samego siebie. I nie ma wyjścia. Carter wiedział, że powrót "na serio", pompatyczny, ze zbyt wielkim "chceniem", ma prawo nie wypalić. Dlatego nowy sezon to rzecz, którą należy odbierać pół żartem, pół serio. 

Ale odcinek trzeci to zupełna jazda po bandzie. Widać, że bohaterowie bawili się kręceniem zdjęć. Nie chcę zanadto zdradzać fabuły, ale... kto normalny kręci odcinek o potworze zmieniającym się w człowieka? Nie, nie pomyliłem kolejności. W dodatku stwór to parodystyczna aluzja do tego, który pojawił się w filmie z 1954 roku (Potwór z Czarnej Laguny). 

Zwróćcie uwagę na dzwonek telefonu Mouldera w jednej ze scen na cmentarzu! 

W odcinku czwartym Moulder pozwala sobie na niewybredne żarty na temat Philadelphii 76ers (jednej z moich ulubionych drużyn NBA, szczególnie, kiedy grał w niej Allen Iverson). 

Potwór-duch wygląda tak, jakby inspirowany był po części legendami miejskimi, a po części... filmami Tromy (sic!). A może tylko mnie skojarzył się z The Toxic Avenger?

Uszanowanko dla ludzi od warstwy dźwiękowej. Może to prosty zabieg, ale to, co oni nawyrabiali z kontrapunktami muzycznymi, to istny kosmos. 

Agent Millert i agentka Einstein (tak, EINSTEIN), młodsze klony głównej pary bohaterów, to kolejny dowód na to, że Carter ma i jaja, i nosa, i z wiekiem coraz więcej dystansu do świata.








[A oto, na kanale FOX, Fox Moulder. Tak, to on ;)]

Marmolada z pączkiem

No cóż ja mogę napisać...?

Może to, że AŻ TAK społecznie uświadamiające Z archiwum X to chyba lekka przesada. To właśnie taka marmolada z pączkiem. Albo jak podjeżdżanie kombajnem po małe zakupy w Tesco. 

Przygotowałem listę (tylko) NAJWAŻNIEJSZYCH tematów, których dotyka nowa seria. 

- RELIGIA (Biblia, problem Islamu, a co za tym idzie problem 
- TERRORYZMU)
- ARTYSTA I JEGO DZIEŁO - siła kreacji, boska moc człowieka
- 11 WRZEŚNIA, SPRAWA SNOWDENA i sto jeden i pół innych teorii spiskowych (w połowę wierzę, ale nie napiszę, w które?; chcecie zgadnąć? ;)
- NAUKA A WIARA (ogólne zderzenie; miliard pojęć chemiczno-medyczno-jakichśtam kontra standardowe filozoficzne pitolenie na temat sensu istnienia)
- EKSPERYMENTY NA LUDZIACH, czyli moralne czy niemoralne? A może już AKTUALNE CZY PRAWDOPODOBNE? ;)

I gdyby tematy te rozwinąć, lista ciągnęłaby się stąd do Zakopanego.

Wszystko niby elegancko. Nowy sezon chce być inny niż poprzednie i niewątpliwie udaje mu się. Tylko...



POSKŁADAJMY TO DO KUPY

... czy tak zmiksowane składniki są jadalne? Albo, skoro są, to czy smakują?

Niekiedy, oglądając serial, miałem wrażenie, że właśnie ktoś podaje mi koktajl z mielonej wątróbki, pomarańczy, chilli, garści suchych liści i błota. Z obowiązkową wisienką na szczycie. 

Co do jednego nie mam wątpliwości - Carter zrobił to świadomie. Wiedział, że współczesny widz ewoluował (choć dla mnie to ewidentny regres), że potrzebuje czegoś więcej niż to, co oferowało "stare" Z archiwum X. Zdawał sobie sprawę z tego, że jeśli chce nową serią osiągnąć sukces, fani nie wystarczą, że należy trafić do nowej, większej grupy odbiorców. Czy mu się udało? Nie jestem pewien. Raczej nie. 

Ale nie uważam wznowienia serii za porażkę. Podszedłem do oglądania bez specjalnych oczekiwań. Sezon połknąłem w jedną noc i była to świetna zabawa. Polecam nie tylko fanom!











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz