środa, 2 marca 2016

Magiczny długopis

To był kurewsko ciężki dzień. Od rana do piętnastej roznosiłem councilowskie gazety od drzwi do drzwi. Greenwich - góry i doliny, sto schodów do progu. Jakby tego było mało, ciągle padał deszcz. Byłem przemoczony do suchej nitki i łapała mnie choroba. Czułem przenikliwe dreszcze, w gardle drapało, nogi z każdą minutą jakieś takie coraz bardziej gumowe...

Bardzo się ucieszyłem na tak wyczekiwany "fajrant". Myślami już leżałem w wannie, zanurzony we wrzątku piłem wino i z zamkniętymi oczami słuchałem Coltrane'a. Ale czekała mnie jeszcze podróż metrem z dwiema przesiadkami i jazda pociągiem. 

Wiecie, pomału skrobię własne rzeczy. To znaczy aspiruję do bycia pisarzem, kimkolwiek pisarz jest. Właściwie to nietrudno zaobserwować, że pisarzem może być każdy. No, ale nie będę rozwijał tematu, bo mógłbym tak się żalić bez końca. Zatem wskakuję do metra na Kennington, czarna linia Northern. Czuję, jak lepi się do mnie mokre ubranie. Czuję, że śmierdzę miastem, zatrutym deszczem, potem. Zawsze staję z tyłu, na końcu wagonu. Najwygodniej. Nie trzeba przeciskać się, żeby wysiąść. Zerkam po twarzach. Pakistańczycy, kilkoro Anglików, Azjaci. Obok mnie staje grupa młodych Niemców. Mówią tak głośno, że mam ochotę wypchnąć ich z pociągu na najbliższym przystanku. Na szczęście na najbliższym wysiadają. Później wchodzi bezdomny z kubeczkiem i wygłasza do podróżnych swoją formułkę. Skurczybyk śmierdzi jak skunks. Klepię go po ramieniu, żeby nadstawił kubeczek. Wrzucam mu funta. Ludzie dziwnie patrzą, pewnie dlatego, że sam wyglądam jak bezdomny. A najdziwniej patrzy baba, na oko czterdzieści, która stoi naprzeciwko mnie. Krępa, przy sobie, blondynka. Dobrze ubrana. Mierzy moje buty. Są zmoczone i czuję, że lepiej je zdejmować w masce przeciwgazowej. Baba obserwuje, jak przez dziury w siateczkach na czubkach obu butów wyglądają skarpety. No, cholera, włożyłem takie pod kolor butów, granatowe, ale jak na złość na palcach miały rażąco żółte akcenty, które teraz uśmiechały się do baby. Baba uniosła wzrok i napotkała na moje spojrzenie. Speszyła się. Gapi się teraz, babsko, w okno. I ja patrzę w okno. Odbija się w nim zarośnięta twarz, Mokra, oklapła czapa. Pod oczami wory z węglem. Jasna kurwa, wyglądam jak menel. 

Otwieram plecak. Na podłogę wypada pusta butelka po wodzie. Śmietnisko, nie plecak. Wyjmuję szmatę, która kiedyś była zeszytem. Zawilgocona, pognieciona szmata, którą kocham nad życie. 

Mam czas na pisanie swoich rzeczy tylko w metrze. Praca wyczerpuje mnie do tego stopnia, że kiedy wracam do domu, mam ochotę już tylko spać i mieć wszystko głęboko tam, gdzie słońce nie dochodzi. Ale nie ma zmiłuj. Nawet singiel ma mnóstwo obowiązków domowych. Do tego ciągle robię rzeczy okołoliterackie. Swoją powieść piszę tylko w pociągu i to akurat wtedy, kiedy wiem, że nie ma w nim kanarów, oraz w metrze, rano i po południu. To będzie może półtorej strony dziennie. Góra dwie. 


Tego dnia miałem wyjątkową ochotę na pisanie, prawie tak wielką jak na kąpiel i wino. No to ciach, biorę ten zeszyt, chwytam długopis, zapisuję zdanie, drugie. Żre mi dziś - myślę sobie i uśmiecham się do siebie. Widzę, że baba obserwuje mnie z uwagą. Nagle pieprzony długopis przestaje pisać. Jestem autentycznie wkurwiony. Strzepuję gnoja, rozpisuję, a tu nic. Wkurwienie zmienia się w rozpacz. Jak zwykle wszystko przeciw mnie - myślę. Wagonem zarzuciło i długopis wypadł mi z ręki. Nie miałem zamiaru go podnosić. 

Chcę schować zeszyt. Patrzę, że baba grzebie w torebce. Potem bezmyślnie gapię się w podłogę i dumam nad bezsensem istnienia. Wtem blondyna dotyka mojego ramienia i wręcza mi długopis. Patrzy na mnie takim dobrym wzrokiem, że i dzisiejszy dzień, i wszystkie poprzednie chujowe dni odchodzą w zapomnienie. Nie wiedziałem, co powiedzieć. Podziękowałem jej tylko. Chyba nie była Angielką, bo odpowiedziała mi tak, że prawie nie zrozumiałem.

Chciałem jej powiedzieć: "Jesteś wspaniała! Dla ciebie to durne pisadło za 80 pensów, dla mnie to słońce wyrwane zza ciężkich, deszczowych chmur, światełko w tunelu. Kobieto, nikt już dawno nie sprawił mi tyle radości tak niewielkim prezentem danym bez słów!". 

Ale nie powiedziałem jej nic. Po prostu zacząłem pisać, szybko i lekko, jakbym mnie ktoś do ładowarki podłączył. Zapomniałem nawet o bólu w kościach. 

Baba wysiada, baba, która stała się dla mnie obiektem uwielbienia. Chcę jej oddać długopis, ale ona pokazuje mi, że mogę go zatrzymać. Odchodzi. Długo odprowadzam ją wzrokiem. A potem piszę. Z uśmiechem. Z nowymi siłami. Z wiarą. 

Przesiadam się na London Bridge i piszę jak w transie do Euston. A potem wsiadam do pociągu i mam kolejne 20 minut na pisanie. Na pisanie magicznym długopisem. Do końca dnia myślę o tej kobiecie i o jej długopisie. I o tym jak wiele może znaczyć tak nieznaczący z pozoru gest. 


Dwa dni później. Wracam z pracy. Jest ciepło i słonecznie. A ja coraz bardziej chory. Mam zamiar jeszcze nazajutrz iść do pracy a potem zrobić sobie wolne, wyleczyć się. Szkoda, że nikt mi za chorobowe nie płaci... 

Piszę. Wiadomo. Od kiedy mam magiczny długopis, pisze mi się jakoś lżej. Nie wiem, jak sobie bez niego poradzę, kiedy się wypisze. Czuję na sobie wzrok kobiety, która siedzi na przeciwko mnie, ale nie odrywam oczu od kartki. Jestem w cugu, zdania mi się kleją. Przynajmniej teraz, kiedy piszę, tak mi się wydaje. Patrzę na nią dopiero, kiedy wstaje i wysiada. To kobieta od długopisu. Zdążyła jeszcze tylko uśmiechnąć się do mnie, zanim zniknęła w tłumie. Do następnego przystanku ze zdumieniem patrzyłem na długopis i obracałem go w palcach. Tak, to oznacza: PISZ! Choćby stronę dziennie, choćby mokry i przemęczony. Choćby darowanym długopisem. 

4 komentarze:

  1. Uwielbiam Pana wpisy, czy jak to nazwać! Może nie wszystkie przeczytałam, ale te, które były w moim zasięgu, są świetne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że podobają się Pani moje teksty. Dziękuję za odwiedzanie bloga i komentarz! To zawsze motywuje mnie do pisania :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekamy na efekty pracy długopisu :) :D

    OdpowiedzUsuń