niedziela, 14 lutego 2016

Krabat: Uczeń czarnoksiężnika

Czyli

Krabat: Čarodějův učeň



Dlaczego piszę akurat o Karelu Zemanie? Po pierwsze dlatego, że jest jednym z moich ulubionych reżyserów, czy może pojmując rzecz szerzej - twórców filmowych. Dla mnie to mistrz nad mistrzami, potrafiący jak nikt połączyć grę aktorską z animacją (pamiętajmy - Zeman urodził się w 1910 roku!), humor i groteskę z mrokiem i niepokojem, nietajemne z tajemnym. 

Pamiętam, że pierwszym dziełem Zemana, które obejrzałem, było Inspirace. Czasy studiów, kiedy więcej rzeczy t r z e b a obejrzeć, niż c h c e się obejrzeć. Ale Inspirace urzekło mnie do tego stopnia, iż począłem dokładniej zgłębiać twórczość czechosłowackiego artysty. 

Wtedy zacząłem rozumieć.
Tim Burton, którego filmy uwielbiam do dziś, okazał się być, przynajmniej we wczesnym okresie swojej (animacyjnej) twórczości, epigonem. 

Jaki Michael Crichton? Jaki Steven Spielberg? Jaki Jurassic Park? Najpierw Ray Harryhausen i Karel Zeman właśnie! 

Jako mały chłopiec interesowałem się paleontologią i fantastyką, trochę mniej horrorem (na tyle, na ile mały chłopiec może interesować się horrorem, rozumieć go i przyswajać poza kontrolą rodziców). Kiedy zacząłem studiować twórczość Karela Zemana, poczułem się tak, jakbym odbył podróż w przeszłość i właśnie otwierał przed snem Zaginiony świat Arthura Conana Doyle'a lub Tajemniczą wyspę Juliusza Verne'a.


Kiedy oglądałem filmy Zemana, szczególnie animacje, zawsze kojarzyły mi się one z tym, co wyczyniał Terry Gilliam w Latającym cyrku Monty Pythona. Później odkryłem, iż Gilliam rzeczywiście inspirował się Zemanem, szczególnie (co teraz wydaje się tak oczywiste) w przypadku Niezwykłych przygód Barona Munchausena. Okazało się, że z powieści panów Raspe i Bürgera (tak! tego od Lenory!) wcześniej niż Gilliam (1988) skorzystał właśnie Karel Zeman (bodaj 1962!). 
[poniżej kadry z filmów Zemana i Gilliama]





Uwielbiam serię filmów z Godzillą, szczególnie z wytwórni Tōhō. Po obejrzeniu kilku filmów Zemana uznałem, że i Godzilla swymi korzeniami sięga do twórczości czechosłowackiego twórcy.


Pewnie za to lubię Zemana. Za to, że odnajduję w nim wszystko to, co interesowało mnie i fascynowało jako małego chłopca. I że dziś, jako dojrzały mężczyzna (czy o mężczyźnie można w ogóle powiedzieć, że jest "dojrzały" w utartym tego słowa znaczeniu?) odnajduję w nim wszystko to, czego mi trzeba - oddechu, niczym nie hamowanej fantazji graniczącej z absurdem, przygód. 

Ale miało być o Krabacie...

Otóż...

jeśli oglądaliście film produkcji niemieckiej z 2008 roku, a nie widzieliście animacji Zemana z 1977 - wstydźcie się. A jeżeli oglądaliście animację z 1977 a potem, tak jak ja, PRÓBOWALIŚCIE oglądać film z 2008, to doskonale wiecie, do czego zmierzam. 
Zatem nie będę pastwił się nad filmem. Skupię się na animacji.

Krabat... uważam za najwybitniejsze dzieło Zemana. Uproszczona (co nie znaczy "prosta") animacja powaliła mnie atmosferą. Odnalazłem plakat, który reklamował tę produkcję jako "film dla dzieci" (sic!). Nie. To nie jest film dla dzieci. To znaczy - nie jestem pewny, czy dzieci udźwignęłyby ciężar tego obrazu, jego wieloznaczność, mnogość odniesień, mroczną baśniowość, choć - swoją drogą - baśnie Braci Grimm w większości też nie są przeznaczone dla"małolatów", a tak właśnie się je przedstawia. 


Krabat... urzeka tak dźwiękiem, jak i muzyką. 
Animację tę oglądałem ostatnio po wielu latach, już jako dojrzały odbiorca. Jako dziecko nie byłem w stanie zauważyć (może jedynie bardzo intuicyjnie) odniesień do słowiańskich mitów i legend. Dopiero teraz widzę, jak bardzo Krabat... jest "czarną baśnią", przesyconą zakazaną magią, paktowaniem z nieczystymi mocami. Jak wiele jest tam przemocy i grozy.

Ale, oczywiście, prawdziwa miłość i dobro pokonają wszystkie złe siły. 

Nie chciałbym opowiadać o fabule. W przypadku takich perełek to zbyteczne i bezsensowne. Polecam obejrzeć (jest gdzieś w sieci czeska oryginalna wersja). Warto oglądać takie rzeczy, szczególnie teraz, w dobie "akcji ponad treścią". 
Mnie, oczywiście, oprócz atmosfery, urzeka wątek miłosny i śpiew dziewczyny.
Krabat... polubią szczególnie miłośnicy niepokojących, klasycznych baśni, pełnych odniesień, powtarzalności zdarzeń, walki dobra ze złem.

I jeszcze jedno: KRUKI. Jeżeli ktoś z was interesuje się krukami, musi zapoznać się z obrazem czechosłowackiego twórcy. Ja kruki uwielbiam. I zdradzę, że przygotowuję do publikacji na blogu pracę mojego przyjaciela traktującą właśnie o KRUKU w kulturze. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz