poniedziałek, 28 grudnia 2015

W londyńskim metrze "Woła mnie ciemność", czyli: A żyjcie sobie wiecznie, ale mnie wasza sypialnia nie obchodzi, gejpiry!

Słyszałem, że to książka całkiem dobrze napisana, ale brak jej tego "czegoś".

- O czym to? - pytam.
- O wampirach.
- Nie, odpada. Ja nie będę tego czytał.
- O wampirach-gejach.
- Dziękuję.

Dalsze namowy okazały się jednak być skuteczne. Ciekawska natura wygrała. Poza tym pomyślałem, iż miły może być powrót do literackiego świata grozy, horroru i wyuzdania, w którym parę lat temu byłem dość mocno osadzony. 

Wyjeżdżałem z domu wczesnym rankiem, czarnym jak noc, i czytałem. Jechałem pociągiem, przemierzałem niekończące się tunele londyńskiego metra i przewracałem strony, siedząc między śliniącymi się przez sen podróżnymi. To samo działo się wieczorem, kiedy wracałem do domu.

Uważam, że to dobra książka na zabicie czasu. Dobra książka do metra. Dobra w poczekalniach.
Czy to jej jedyny atut? Hmmm...

FRENETYCZNE HOMO PORNO

Właściwie nie wiem, od czego zacząć.
Może od tego, że wiadomo, iż wampiry od zawsze były postaciami noszącymi w sobie zarówno pierwiastki męskie i żeńskie. JEDYNIE męskie wampiry lub JEDYNIE kobiece wampiry to przypadki sporadyczne (Blade, o ile pamiętam, nie przejawiał oznak kobiecości). Wiadomo również, że z pary wampir/wilkołak, to ten pierwszy jest bardziej delikatny, zmysłowy, jest, paradoksalnie, ucieleśnieniem płciowości bez podziału na płeć, płciowości i seksualności esencjalnej, immanentnej. Wilkołak uosabia dzikość, surowość, męskość.
Nie jest żadnym odkryciem, iż od kiedy wampir istnieje w kulturze (zarówno literatura jak i film), jest on niejako zmuszany do bycia... homo-niewiadomo. Oczywiście ma to swoje uzasadnienie, ale...

NO WŁAŚNIE. ALE.

Twórcy czasem przesadzają.
To jak zamówić frytki z keczupem, a dostać keczup z frytkami.

Pan Le Fanu nieźle sobie poradził ze swoimi homo bohaterkami (i to kiedy! 1872 bodajże!). Pan Neil Jordan zrobił to dobrze w Wywiadzie z wampirem. Innym nielicznym jakoś wyszło. Dają nam frytki.
Są natomiast tacy, którzy serwują keczup. Nieliczne frytki z niego wyłowione już nie smakują.

To mój największy zarzut co do książki Agaty Suchockiej. Wampirza miłość zredukowana została do posuwania się w tyłek. Bohaterowie ciągle o miłości mówią, ciągle się o niej zapewniają, ale nie do końca wiadomo, skąd się ta miłość wzięła (miłość od pierwszego pchnięcia? może...), czym jest ona spowodowana, nie widać jej rozwoju. Wampirzy pocałunek, subtelna przenośnia aktu seksualnego (a nawet czegoś więcej), zastąpiony został podrzynaniem gardła. Jasne, to innowacja, to coś "własnego", to coś oryginalnego, co autorka dodała do wampirzego uniwersum. Ale mnie to nie przekonuje.

Mniejsza nawet o zasadność serwowania czytelnikowi tylu scen orgii i orgietek. Bo gdyby sceny te chociaż podniecały...
Nie podniecają. Czegoś zabrakło. Opisy aktów są dosłowne i wulgarne, niekiedy szczegółowe, ale zupełnie "suche".
"Rdzeń mego pożądania" (sic!) nawet nie drgnął. Nie ważne czy to sceny homo czy hetero. Czy homo-hetero. To się czyta. Po prostu. Niekiedy odczuwa się niechęć czy obrzydzenie, niekiedy obojętność. Ale nie podniecenie.

Zatem po co tyle pisać o pieprzeniu się wampirów?

Mężczyźni, jak na epokę przystało, przypominają kobiety. W dodatku to wampiry, więc jeszcze bardziej przypominają kobiety.

Albo ZAPOMNIJMY.

To hermafrodyty. Kobiety z ptaszkami. I z niekończącym się zespołem napięcia przedmiesiączkowego.
Ja wszystko rozumiem. Tak, wampir musi być trochę babeczką. Wtedy jest mężczyzną idealnym, kochankiem idealnym. Ale niech jego "babskość" będzie intuicyjna, podskórna, zacieniona, domyślna. Niech objawia się w pewnych tylko momentach. Wspaniałym, idealnym chyba przykładem jest tu Nosferatu Wernera Herzoga (nie będę się na ten temat rozpisywał; więcej w starym tekście mojego autorstwa, który postaram się jak najszybciej umieścić na blogu).

Nie jara mnie seks wampirzych gejów. I nie wiem, czy nie lubię o tym czytać w ogóle, czy czytałbym chętnie, gdyby był mi on odpowiednio zaserwowany.

Zanim przejdę do zalet książki, jeszcze trochę o...

JadĄC, czytajĄC, niedowierzajĄC i się irytujĄC

... denerwującej manierze niedoświadczonych pisarzy. 
Niewłaściwe i nazbyt częste używanie imiesłowów nie świadczy o elokwencji autora, nie poprawia stylu, nie ułatwia czytania. Zapamiętajcie to WSZYSCY. 

"Mając dwadzieścia trzy lata [...] podążając za premierami operowymi i ucztując [...] była wyzwoloną panienką, bytującą na europejskich salonach [...]."

To nie jest w porządku. 
Czuję się krzywdzony takimi fragmentami. 
Swoją drogą, czy nie lepiej zamienić "bytującą" na "bywającą"? Albo lepiej, żeby uniknąć -ącą - "która (często?) bywała na europejskich salonach".

Książka nie zawiera wielu błędów. 
Ale te, które odnalazłem, wyeksponuję z sadomasochistyczną przyjemnością.

Zastanawia mnie sposób zapisu dialogów. Przyzwyczaiłem się do klasycznego modelu. Przykład (mam nadzieję, czytelny):

- Spadaj stąd - powiedział Jacek.
- Spadaj stąd. - Rzucił mu groźne spojrzenie.

W książce Suchockiej jest inaczej. Pomieszanie z poplątaniem. Nie wiem, czy to błędne, czy dozwolone zapisy, nie znam się, co ja wiem, w nogach śpię. Ale raziły mnie od początku do końca książki.

"- Jeśli jednak wolisz tego nonszalanckiego, czarującego dandysa... - uśmiechnął się znanym mi już, tajemniczym uśmiechem."

"Uśmiechnął się" powinno być zaczęte wielką literą. Nie wspomnę już o tym, że "uśmiechnął się uśmiechem" to masło maślane. Oj. Niechcący wspomniałem.
Błąd (?) z powyższej kwestii dialogowej powtarzany jest na przestrzeni całej powieści. 

Czasem akapity wydają się być zupełnie przypadkowe.

Fragmenty pamiętnika różnią się od tekstu głównego jedynie kursywą. Mało wiarygodne jest używanie w pamiętniku licznych dialogów. Czy ktoś tak pisze pamiętniki? 

"- Muszę... muszę już iść... - wymamrotałem, wychodząc pospiesznie z pokoju, przez korytarz, zerwałem z wieszaka płaszcz." 

Dziwne zdanie.
"[...] wymamrotałem, pospiesznie wyszedłem z pokoju i zerwałem z wieszaka płaszcz." Chyba lepiej, prawda?  

"Bogactwo i rozkosze cielesne, którymi mnie otoczył, zmąciły mi w głowie."

Ja się nie znam, ja tu tylko sprzątam, ale raczej "zAmąciły mi w głowie" to poprawna wersja.

I dwa fragmenty, które sprawiły, że się uśmiechnąłem. Co ja mówię - uśmiałem się setnie.

"But.
But na stopie Huntingtona, który siedział na łóżku, skryty za kotarą, obserwując nas. W blasku ognia jego biała twarz wyglądała jak upiorna maska. Na głowie miał cylinder."

Parsknąłem śmiechem, gdy wyobraziłem sobie obserwującego bohaterów BUTA w cylindrze.
"Wszyscy jednak byli bardzo młodymi chłopcami, a w tym wieku ciało wybaczało wszystko. Według ich zeznań okoliczne lisy nie miały cienia szansy. Jeden szczególnie przykuł moją uwagę. Wysoki i muskularny, o wijących się ciemnych włosach, opadających na oczy."

(Jest 6:20, metro pełne. Ci ludzie obok nie wiedzą, że uśmiecham się tak dziwnie do książki nie dlatego, iż brak mi piątej klepki, a dlatego, że właśnie wyobrażam sobie wysokiego i muskularnego lisa... Ok, to oznacza, że nie mam piątej klepki.)
Zdarzają się źle postawione przecinki. 
Zdarzają się powtórzenia ("[...] Jest stąd inne wyjście? 
Drzwi otworzyły się i jeden ze służących poprosił nas o wyjście." Ja napisałbym "[...]poprosił nas o opuszczenie sali.").

Czasem miałem ochotę kłócić się z rzeczami, które w gruncie rzeczy są kwestią wyobraźni lub gustu. No ale "pieśń cykad" to chyba przesadzona metafora. Jeżeli już mielibyśmy zostać przy przenośniach "muzycznych" to dźwięk jaki wydają cykady bardziej przypomina grę na instrumencie (chaotyczną, monotonną/jednostajną). Ale PIEŚŃ? No kłóciłbym się. 

A czy banały można uznawać za błędy?
OCZYWIŚCIE.
Ja uznaję. 
Nie jest ich w książce Suchockiej bardzo dużo, ale niektóre nieźle dają po oczach. Na przykład:

"- Jesteś artystą, a artyści to ludzie o otwartych duszach i sercach."

No błagam...
A TERAZ POGŁASZCZEMY

Bo jest za co.
Może i między bohaterami nie ma chemii, może niemal każdy rozdział zaczyna się pobudką a kończy zasypianiem...

Stop, stop, miałem o zaletach.

JĘZYK/STYL

To jest naprawdę sprawnie napisana książka i czyta się ją lekko, płynnie, bez większych zgrzytów. Suchocka ma talent do opowiadania. Proponowałbym jednak czasem zamienić misternie tkane opisy przedmiotów i wnętrz na emocje, na "miętę" między bohaterami. Wierzę, że autorka posiada umiejętności niezbędne do tego by zrobić to w najlepszy (to znaczy - nieliteralny) sposób.

Zdania są zgrabne, język elegancki, może poza... Nie, nie będę pisał o już o męskim seksie!

LOKACJE/CZAS

Nie podjąłbym się napisania książki, której akcja rozgrywa się w czasach zupełnie mi nie znanych albo znanych jedynie z książek. Brawo za odwagę.

Poza tym miło było czytać o dawnym Londynie, przemierzając ciemne tunele londyńskiego metra. Przyjemny zbieg okoliczności.

Na moim odbiorze książki najbardziej zaważył jednak jej początek - wątki nawiązujące do wojny secesyjnej, niewolnictwa, życia na salonach.  Nigdy nie lubiłem czytać o historii w podręcznikach. Lubię właśnie tak.

INTUICYJNIE WYCZUWANA INTERTEKSTUALNOŚĆ

Jak wspomniałem na początku recenzji, książka ta przypomniała mi o moich, nie tak wcale jeszcze dawnych, zainteresowaniach badawczych. 
Momentami Woła mnie ciemność przywodziła mi na myśl Draculę Brama Stokera. Momentami Frankensteina Mary Shelley. I gdyby nie "bardzo dzisiejszy" koniec powieści, można by sobie wyobrazić, że Suchocka popijała herbatkę (żeby tylko!) z Shelleyami, Polidorim i Byronem nad Jeziorem Genewskim. 

SZTUKA

Za wzmiankę o Paganinim.
Za termin "dagerotyp".
Za obrazy i muzykę. 

Wspaniałą, artystyczną aurę roztacza wokół siebie ta powieść. Gdyby tylko mniej tych "rdzeni pożądania" wdzierających się w męskie tyłki... 
Cholera, a jednak piszę o męskim seksie!

CO Z TĄ SUCHOCKĄ?

Czy jej książka to rzeczywiście tylko dobry zabijacz czasu?
Na pewno nie TYLKO, na pewno MIĘDZY INNYMI.

Wtórność tematu nie oznacza, że powieść nie wyróżnia się oryginalnością. 
Jest odważna.
Wciągająca. 
Autorka uknuła ciekawą intrygę. Sprawnie operuje bogatym językiem. 

Mimo niedoskonałości, mimo rzeczy, które po prostu nie podobają mi się, tę książkę się czyta. Jest ona na tyle dobra (nie rewelacyjna, po prostu dobra), że błędy (czy WULGARNY, DOSŁOWNY, NIEFAJNY wampirzy seks!) nie są w stanie zrujnować jej odbioru. 

Jest potencjał. Serio. Ciężko przechodzą mi przez gardło (czy klawiaturę) komplementy, do większości czytanych rzeczy podchodzę z pozycji "pewnie gniot, ale niech się broni". Ten "gniot" się broni. To nie jest literacki Nobel, wiadomo, ale...

I przyznaję się bez bicia - choć ostatnie 20 - 30 stron niemiłosiernie mnie zmordowało i już niemal byłem pewien, że nie dam rady powieści dokończyć, po wszystkim przyłapałem się na myśli, iż jestem ciekaw, co autorka zrobi z kolejnymi częściami cyklu.

Czyli co? Udało się pani, pani Suchocka? ("BRAWO TY!")

Lubię błyskotki. Chcę pierścień z czerwonym okiem. 


(I w następnych częściach poproszę o mniej męskiego rypania, a więcej podniecającego, zmysłowego seksu.

KOBIETY Z MĘŻCZYZNĄ!)





15 komentarzy:

  1. Może autorze recenzji nie kręcą cię faceci uprawiający seks i to książka nie dla ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Powstrzymywałam się cały dzień,ale już nie mogę!!! Muszę się do tego wszystkiego USTOSUNKOWAĆ! ;)

    Bardzo się cieszę, iż koniec końców się podobało. I mimo tego, że wg Autora Recenzji łóżkowe wygibasy moich bohaterów są "WULGARNE, DOSŁOWNE I NIEFAJNE", to jednak zostały z Nim na dłużej, hmmm? A to w sumie dobrze. Jeśli nie zachwycają, to chociaż niech złapią za flaki i potrząsną. Ale to już chyba kwestia indywidualnej wrażliwości, co dla jednego jest pornografią, dla drugiego będzie zaledwie zawoalowanym opisem. Poza tym wiem z rozmów z kolegami, że mężczyźni generalnie mocno odchorowują sceny seksu między mężczyznami. Gdyby to były dwie babeczki, to założę się, iż tych dosadnych opisów byłoby zbyt mało! Mam rację, troszeczkę...?

    Recenzja nie zawiera wielu błędów, ale ten, który odnalazłam, wyeksponuję z sadomasochistyczną przyjemnością: "Parsknąłem śmiechem, gdy wyobraziłem sobie obserwującego bohaterów BUTA w cylindrze." A to nie powinien być biernik przypadkiem, Kochany Autorze Recenzji...? "Wyobraziłem sobie obserwujący bohaterów BUT w cylindrze."

    Dobra, ja nie o tym chciałam...

    Cykl ma pięć części. Niestety, na razie można przeczytać jedynie pierwszą. Ale zapewniam, że w kolejnych jest seks damsko-męski, damsko-damski, jak również płciowo ambiwalentny, że tak się wyrażę. Do tego moi bohaterowie mężnieją z każdą kolejną stroniczką, pod koniec będąc już zhardziałymi skurwysynami. Bardzo, BARDZO żałuję, że nie możecie na razie przeczytać kolejnych części cyklu, wówczas wszystko, co po lekturze pierwszego tomu jest niejasne, rozjaśniłoby się. Mam więc nadzieję, że mimo wszystko będziesz, Drogi Autorze Recenzji, polecał i promował tę powieść. Im dalej, wyżej i liczniej zajdzie, tym szybciej dostaniecie kolejne części.
    Pozdrawiam serdecznie!
    Autorka powieści wyświechtanej powyżej ;)

    P.S. Ale i tak się obśmiałam, czytając to wszystko!

    OdpowiedzUsuń
  3. A ten BUT został potraktowany jak osoba, stad taki a nie inny przypadek. Przepraszam za zbyt daleko posunieta ironie (i za brak znakow diakrytycznych w tym komentarzu).

    OdpowiedzUsuń
  4. A ten BUT został potraktowany jak osoba, stad taki a nie inny przypadek. Przepraszam za zbyt daleko posunieta ironie (i za brak znakow diakrytycznych w tym komentarzu).

    OdpowiedzUsuń
  5. Od książki trzymałam się daleko, jakoś nie zachęcała mnie ta tematyka. Jednak po Twojej recenzji to już sama nie wiem. Czy książka jest dobra, czy może to recenzja? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam bliżej, bliziutko! I proszę się do niej mooooocno przytulić!! A potem napisać, jak tam wrażenia po DOGŁĘBNEJ lekturze ;)

      Usuń
  6. Mnie wybitnie spodobała się nazwa "gejpiry".

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie też się spodobała nazwa "gejpiry". Choć każdy z nich upiera się przez cały czas, że nie jest "homo". Wtedy to się nazywało "sodomita". Też ładnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapomniałam odnieść się do kwestii zapisu dialogów... Być może niektóre niuanse gramatyczne czy interpunkcyjne zmieniły się na przestrzeni ostatnich 20 lat. Zapisywałam dialogi tak, jak uczono mnie w podstawówce. W kwestii weryfikacji zdałam się na redaktora i korektora, w końcu to właśnie oni powinni być najbardziej kompetentni. Widać, że muszę poprosić o kogoś bardziej kompetentnego następnym razem...

    OdpowiedzUsuń
  9. Sprawdzam i sprawdzam, bo, mimo że jestem pewny, wolę być pewny jeszcze bardziej. Utwierdzam się jedynie w przekonaniu, że kwestie dialogowe są w większości pisane niepoprawnie, ale chciałbym poznać motywację redaktora - może jest na to jakieś racjonalne wytłumaczenie?


    Sam piszę i redaguję i nigdy nie przyszłoby mi nawet do głowy, żeby zapisywać dialogi w ten sposób. Język polski jest, wbrew pozorom, bardzo logicznym językiem. Przecinki redaktorom się wybacza (od biedy), ale kwestie dialogowe to Pikuś i nie powinny sprawiać problemów.


    Kolejny absurd (dla mnie to wielki błąd, jestem na to wyczulony) - "- Teraz zrobisz to samo - rzekł Huntington, unosząc z podłogi sztylet - Bądź delikatny, nie zrób mi krzywdy - dodał, nacinając głęboko własne gardło.".
    Gdzie kropka po "sztylet"? Dodam, że otworzyłem książkę przed chwilą na losowej stronie. Tak znalazłem tę kwestię.

    Życzę ci powodzenia w walce z dialogami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest cholernie frustrujące... No bo co mam niby teraz zrobić z tym fantem...? Mogę mieć jedynie nadzieję, że treść okaże się na tyle wciągająca dla Czytelnika, iż po prostu nie będzie on zauważał braku lub nadmiaru kropek. No i muszę pilnować tej kwestii już na etapie pisania powieści, a nie zawierzać niekompetentnym redaktorom...

      Usuń
    2. Wyobrażam sobie twoją frustrację.
      Na pocieszenie - większość ludzi i tak nie zwraca uwagi na takie błędy, co więcej - nie ma pojęcia o ich istnieniu.

      Ale pisarze powinni być świadomi swojej misji, bo, chcąc nie chcąc, biorą w niej udział. Wiele osób czyta książki bezkrytycznie i, świadomie lub nie, uczy się z nich poprawności (tudzież niepoprawności) językowej, wierząc w to, iż każda książka uczy, rozwija, jest prawidłowo napisana.
      Bo książka to nie tylko rozrywka. Żadna książka nie jest jedynie rozrywką, nawet najbardziej rozrywkowa, o czym często zapominamy.

      Ależ się rozpisuję od początku 2016...

      W 2016 życzę kompetentnych redaktorów i wielu sukcesów z twoim wampirzym cyklem powieściowym!

      Usuń
    3. Dzięki! Ciekawe, jakie miejsce w Twoim "wywodzie" o kobiecości i wampiryzmie zajęłyby moje dziewczyny z drugiego tomu...? Właśnie sobie czytam... I siłą rzeczy porównuję do mojej pracy magisterskiej sprzed prawie 15 lat, analizującej polskie tłumaczenie "Wywiadu z Wampirem" A.Rice.

      A skoro większość ludzi nie zauważa "takich błędów", to akurat musiałeś specjalnie to podkreślić w recenzji! Teraz jestem już nawet boleśnie wręcz świadoma... Boszzzzz... Mam nadzieję, że to dlatego, iż nie było się czego innego czepić!

      Usuń
    4. Nie, to dlatego, że ktoś musi takie rzeczy widzieć i pilnować, żeby się język polski nie zepsuł zanadto. Brudna robota, ale nie ma rady ;)

      Usuń